niedziela, 06 lutego 2011
Majgull Axelsson "Ta, którą nigdy nie byłam"

MaryMarie. Dwa imiona, dwie tożsamości, jedna kobieta. Jedna z najsłynniejszych szwedzkich pisarek podjęła się w swojej książce tematu delikatnego i trudnego – rozdwojenia jaźni. A dodatkowo wykorzystała go do zastanowienia się nad kwestią wyborów, jakich dokonujemy w życiu i ich wpływie na nie.

MaryMarie to kobieta w średnim wieku. Kiedy ją poznajemy robi karierę w ministerstwie i przeżywa osobisty dramat. Jej mąż Sverker zostaje całkowicie sparaliżowany w wyniku upadku z dużej wysokości – najprawdopodobniej został wypchnięty przez okno przez prostytutkę, z którą zabawiał się w jednym z wschodnioeuropejskich hoteli. Pod wpływem szoku u MaryMarie następuje rozszczepienie jaźni a co za tym idzie – podział fabuły na dwa odrębne światy, dwie możliwe historie, które równolegle poznajemy. W pierwszej z nich Mary, uznana pani minister ds. pomocy rozwojowej postanawia zaopiekować się sparaliżowanym mężem, w drugiej Marie odłącza Sverkera od respiratora i trafia do więzienia za umyślne spowodowanie śmierci.

Cała recenzja w Zaciszu Literackim.

poniedziałek, 24 stycznia 2011
Henning Mankell, „Mężczyzna, który się uśmiechał”

mankell-mezczyzna

Wallander znów w Skanii, Mankell znów w formie. Zamiast wydumanych międzynarodowych intryg szpiegowskich, w które komisarz zaplątał się w poprzednich tomach, tym razem przyzwoite morderstwo, klasyczne śledztwo i uczciwe rozwiązanie.

Całość tutaj.

środa, 19 stycznia 2011
Podsumowanie wyzwania

W ramach wyzwania miałam przeczytać przynajmniej po jednej książce z głównych państw skandynawskich - Danii, Szwecji, Norwegii, Islandii oraz Finlandii. Plany miałam ambitne, jako że było to moje pierwsze wyzwanie i początek "kariery" bloggerskiej. Zrealizowałam je właściwie w trzech punktach: przynosiłam za każdym razem z biblioteki jedną książkę skandynawską (choć nie tę, którą zakładałam), przeczytałam powieść Waltari'ego oraz sięgnęłam po szwedzkie,i nie tylko, kryminały. Książki, które przeczytałam w ramach wyzwania, okazały się zupełnie inne, niż planowane pozycje. A oto one:

Finlandia: Sofi Oksanen, Oczyszczenie, Mika Waltari, Egipcjanin Sinuhe

Dania: Carsten Jensen, My, topielcy

Norwegia: Jo Nesbø, Człowiek - nietoperz

Szwecja: Johan Teorin, Zmierzch, Henning Mankell, Biała lwica, John Ajvide Lindqvist, Ludzka przystań

Islandia: brak:(

Jak widać, nie udało mi się przeczytać żadnej pozycji z literatury Islandii, za to Szwecję reprezentują aż trzy powieści. Gatunkiem dominującym okazał się kryminał. Spośród przeczytanych książek najlepszą pozycją wydaje mi się Oczyszczenie Sofi Oksanen, zauważyłam też, że nie jestem w tej opinii odosobniona.

Jakie plany na przyszłość, wykraczające poza wyzwanie? Nadal czytać literaturę skandynawską, bo warto, tego jestem pewna. Kilka pozycji bardzo mnie kusi, więc zapewne po nie sięgnę. Na przyszłość nie planować konkretnie w wyzwaniach, bo wiem, że i tak z planów niewiele pozostaje.

Pozdrawiam Urshana

sobota, 15 stycznia 2011
John Ajvide Lindqvist "Ludzka przystań"

 

Ludzka przystań

Popularności literatury skandynawskiej w naszym kraju nie da się zaprzeczyć. Króluje oczywiście kryminał, ale inne gatunki również mogą zwrócić uwagę czytelnika. Osobiście dałam się skusić horrorowi autora reklamowanego jako szwedzki King. Ludzka przystań Johna Ajvide Lindqvista to według notatki okładkowej połączenie powieści psychologicznej z horrorem. Klimat tej północnej opowieści, choć większość akcji rozgrywa się latem, doskonale pasuje do panującej za oknem zimowej aury.

To część mojej ostatniej recenzji w ramach wyzwania. Dziś jeszcze dokonam podsumowania całości. A do lektury dalszej jej części zapraszam na mój blog.

wtorek, 11 stycznia 2011
"Ziemia kłamstw" Anne B. Radge
To była trudna, bolesna i hipnotyzująca lektura. Gładkie kartki to tylko fasada. Atłasowy dotyk papieru to jedynie złudzenie. Z każdym zdaniem zanurzałam się głębiej i głębiej w przejmujący mroźny krajobraz. Lodowate odłamki z każdą przeczytaną stroną coraz dotkliwiej wbijały się w moją świadomość i drążyły w niej korytarze, które zasnuwały się mroźną mgłą. Smutkiem i chłodem. Samotnością i pustką. Jeśli do tej pory sądziłam, że te doznania są czymś abstrakcyjnym, teraz doświadczyłam epifanii. Mają one postać. Są domem. Ten dom znajduje się w Byneset niedaleko Trondheim, położonym nad fiordem  Korsfjorden. Panuje w nim chłód i mrok, nawet za dnia, nawet latem.

Tagi: Norwegia
14:57, anima1_1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 grudnia 2010
"Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna"

Czy wiecie, co to jest joik? To pradawny śpiew Saamów, zwanych przez nas Lapończykami. Ludowe pieśni, których dotyczą joiki stanowią istotną tradycję, a współcześnie sama umiejętność joikowania jest ważnym elementem saamskiej tożsamości kulturowej. Istnieją joiki z zamierzchłych czasów, sprzed czasów chrześcijańskich, wciąż mogą jednak powstawać nowe, przychodzić do śpiewającego, na co on sam nie ma dużego wpływu. Śpiew ten jest bowiem przejawem magii, obecnej w życiu Saamów na każdym kroku. O przedstawicielu tej północnej ludności opowiada pełna sił nadprzyrodzonych książka „Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna” autorstwa Ailo Gaupa, Norwega saamskiego pochodzenia. Gaup tworzy poezję i prozę, wykorzystując bogactwo lapońskiej mitologii oraz kultury. W dużej mierze opiera się też na joikach, wkładając je w usta swoich bohaterów lub ich samych umieszczając jak gdyby w treści klasycznych joików. Autor jest szamanem, co również mocno odbija się w treści „Podróży…”.

Całość na blogu.

12:00, mandzuria23 , Laponia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 grudnia 2010
Kilka słów o przeczytanych książkach

Wyzwanie dobiegło końca, a ja żadnego wpisu nie zamieściłam. Parę skandynawskich książek jednak przeczytałam, więc żeby odnotować swój udział w wyzwaniu skrobnę kilka słów na ich temat.

Co zaskakujące, najbardziej podobała mi się "Smilla w labiryntach śniegu" Petera Hoega. Szczerze mówiąc, po przeczytaniu opisu fabuły wydała mi się zupełnie nieciekawa. Kupiłam ją jednak na allegro, właściwie nie wiem dlaczego. Okazała się świetna: wciągający wątek kryminalny, ciekawa postać wychowanej na Grenlandii Smilli, żyjącej teraz samotnie w Danii, jej przeżycia i przemyślenia, a do tego zimno, mróz, lód, śnieg, tajemnicze wyprawy statkiem na lodowiec i równie tajemniczy sąsiad. Naprawdę polecam.

Potem trafiłam na trzy niezłe szwedzkie ksiązki. "Niech wieje dobry wiatr" Lindy Olsson to napisana poetyckiem językiem opowieść o spotkaniu i przyjaźni dwóch kobiet, które dzielą się ze sobą swoimi tragicznymi przeżyciami. "Lato polarne" Anne Sward to powieść o potrzebie miłości, historia rodziny, której członkowie kochają się i ranią równocześnie. "Sztuka bycia Elą" Johanny Nilsson napisana jest trochę prostszym, bardziej kolokwialnym językiem, opowiada o młodej, zagubionej dziewczynie, która nie może pogodzić się z rozwodem rodziców, ale dojrzewa opiekując się bezdomną dziewczynką. Wszystkie książki dobrze się czytało, były ciekawe, ale bez fajerwerków, nie wryły mi się mocno w pamięć.

No i na koniec "Lodowy pałac" Tarjei Vesaasa. Króciuteńka, dziwna opowieść o dwóch zaprzyjaźniających się dziewczynkach, z których jedna gubi się w lodowym pałacu utworzonym z zamarzniętego wodospadu, a druga musi sobie z tym poradzić. Szczerze mówiąc, nie wiem, co mam sądzić o tej książce, zwłaszcza czytając wcześniej opinie, że jest to arcydzieło. Niektóre zachowania, myśli czy motywacje bohaterów nie były dla mnie przekonujące, biorąc pod uwagę, że chodzi o dzieci. Ogólnie chyba nie potrafię dostrzec, o co tu tak właściwie chodzi, ale może szukam nie wiadomo czego?

Spodobały mi się skandynawskie klimaty i nie zamierzam poprzestać na tych pięciu książkach, zwłaszcza, że na półce czeka na mnie np. "Półbrat" Larsa Saabye Christensena, po którym dużo sobie obiecuję.

środa, 08 grudnia 2010
"Anna, Hanna i Johanna" Marianne Fredriksson

Książkę Marianny Fredriksson „Anna, Hanna i Johanna” miałam od dość dawna na swojej liście pozycji do przeczytania, natrafiłam na nią kiedyś przy okazji przeglądania książkowych blogów. Motywacją końcem końców okazało się być jednak wyzwanie Kraje Nordyckie (które ukończyłam w terminie, ale wciąż mam dwie zaległe recenzje do napisania – tę oraz „Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna”…) i fakt znalezienia tego tytułu w osiedlowej bibliotece. Miałam sporo szczęścia, ponieważ książka „Anna, Hanna i Johanna” nie są aktualnie dostępne w sprzedaży i nie słyszałam o planach dodruku. Szczęśliwie dla mnie się złożyło, że tuż po moim przeczytaniu trafiłam na aukcję, na której ktoś „Annę…” sprzedawał i jestem szczęśliwą posiadaczką swojej własnej kopii. Jest to bowiem jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku! Choć fabuła nie jest szczytem oryginalności i powieści tego rodzaju powstało sporo, uwielbiam ten rodzaj książek – rodzinne sagi, głównie z punktu widzenia kobiet, pełne uczuć, analizy psychologicznej, rodzinnych tajemnic, a w tle zmiany społeczne i historyczne. Dodatkowo jesienna melancholia i ogarniające mnie ostatnio przygnębienie posłużyły za idealne warunki do czytania powieści Fredriksson.

Cała recenzja na blogu.

12:24, mandzuria23 , Szwecja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 grudnia 2010
Mika Waltari "Egipcjanin Sinuhe"

Egipcjanin Sinuhe

Wiem, że termin wyzwania czytelniczego Kraje nordyckie upłynął z końcem listopada, ale zanim przyjdzie czas na moje podsumowanie, chciałabym umieścić linki do dwóch recenzji, z książek, które przeczytałam, a o których właśnie piszę.

Pierwsza z nich to klasyczna powieść historyczna fińskiego autora Miki Waltari'ego - Egipcjanin Sinuhe. Do lektury recenzji zapraszam na mój blog. Kolejna recenzja już wkrótce.

Urshana

niedziela, 05 grudnia 2010
Podsumowując... Czyli zamiatając pod dywan!
* * *
Na śmierć prawie zapomniałam, że skończył się Listopad [hihihihi] a więc Wyzwanie Nordyckie dobiegło mety. Jako że to moje pierwsze wyzwanie literackie, nie będę tłumaczyć się dlaczego tak skromne mam wyniki, chociaż nie... Kobieta zmienną jest, niech wam będzie. Dzisiejszy post jest spowodowany przemożną chęcią skrobnięcia na klawiaturze czegokolwiek. Jako że przeważnie czytam inną literaturę, mieszając style i gatunki, potrzebowałam jakiegoś zewnętrznego bodźca w postaci tegoż wyzwania właśnie, aby sięgnąć po książki skandynawskich pisarzy. Nie liczy się dla mnie zatem ilość, lecz jakość.

Na dzień dzisiejszy wiem, że co najmniej do lata przyszłego roku nie tknę żadnej książki z tego regionu, gdyż nienawidzę Zimy i zimna w ogóle a z tym właśnie, pomimo niewątpliwego uroku norweskich fiordów i szwedzkich wysp, kojarzą mi się książki okręgu nordyckiego. W sumie to i tak wielki sukces z mej strony, że udało mi się przeczytać przynajmniej po jednej książce z każdego większego kraju Skandynawii...

 

Resztę znajdziecie Tutaj, moi mili :) To był wielki zaszczyt dla mnie brać razem z wami udział w tym wyzwaniu ;) Do następnego :)

 

Anhelli (adad.molo)

18:00, adad.molo
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16